Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tour de Romandie 2010. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tour de Romandie 2010. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 maja 2010

Tegorocznej Romandi nie będę tak dobrze wspominał jak poprzednich

... nawet jeśli założeniem było spokojne zakończenie przygotowań do Giro.

Z wczorajszego etapu jestem zadowolony, pod ostatni podjazd zostało nas czternastu a ja spokojnie czekałem na trzeciej – czwartej pozycji na konkretne ataki. W końcówce Spilak uprzedził wszystkich, a mnie tak zmarzły dłonie, że na dwa kilometry do mety nie mogłem wrzucić płyty a „super-Sagan” znów poczuł przez kilka sekund dreszcz kolejnego zwycięstwa w pro-tour, zanim na mecie nie dowiedział się, że jednak był drugi.

Dziś ponownie deszcz i zimno, Roman nie wystartował, Ivan natomiast chciał próbować.
Najcięższy ostatni podjazd, na początku jechałem z przodu i obiecywałem sobie, że jak się ruszy Anton (bo po coś Euskaltel ciągnął) czy Menchov ja skaczę za nimi.

No i jak się wyścig zaczął, po około czterech kilometrach podjazdu, stałem i zmieniałem koło bo złapałem gumę. Jak ruszyłem, to oczywiście już tylko widziałem Ivana który jechał spokojnie a pierwszych już nie było widać. Tak więc morale i chęć walki musiałem odłożyć na bok.

Szkoda, miał to być dla mnie mały test. Wiem jedno, cały czas nie oddycham prawidłowo, krótki i płytki oddech. Staram się wierzyć naszemu trenerowi, który powtarza, że tak może być po okresie spędzonym na wysokości.

Myślę że w składzie Liquigas na Giro mogą nastąpić małe zmiany, ale o tym już nie ja i nie dziś. Poczekajmy, najpóźniej do środy.

czwartek, 29 kwietnia 2010

Cavendish

Mam nadzieję, że kibice jak i niektórzy dziennikarze zagraniczni nie maja wątpliwości kto jest najlepszym sprinterem na świecie.

Etap spokojny, choć wysoka temperatura i trasa bez metra płaskiego została w nogach.
Dziś się męczyłem, nie oddychałem dobrze, alergia lub po prostu taki dzień i szło naprawdę ciężko.

Jutro powinienem pojechać spokojnie, sobota i niedziela w perspektywie Giro będą ważne jako porządny trening i sprawdzian. W przypadku Body podobna sytuacja, wczoraj i dziś dużo pracował, w niedziele a może głównie w sobotę będzie podobnie, jutro nie pojedzie czasówki na 100%, nie jest jeszcze w pełni formy a szkoda się „wycinać” by być 16-tym czy 18-tym.

środa, 28 kwietnia 2010

W końcówce nie miałem już wątpliwości

Przyznam, że w końcówce nie miałem już wątpliwości, że Peter weźmie dziś koszul. No i po cichu liczyłem na to, że w sprincie wygra z tymi sprinterami którzy zostali w grupie. Jest niesamowity. Rozgrywa i wygrywa etap z takim spokojem i zimną krwią jakby był starym doświadczonym kolarzem.

Przed podjazdem mówię mu, że jak strzeli Cavendish to zaczynamy robotę, pytam czy dobrze się czuje bo trzeba to wygrać a on mi mówi po polsku: „no nie wiem kur...a”!

Niedziela, inaczej niż zawsze, ostatni podjazd to pierwszy ze starej rundy, czyli najcięższy a to znaczy, że wcale łatwo nie będzie.

wtorek, 27 kwietnia 2010

Tour de Romandie

Chciałem zacząć czymś w rodzaju „Sagan zadziwia”... ale mnie już nie zadziwia, ma nieprzeciętny talent i trzeba się z tym "pogodzić". Patrząc na etapy: nerwowe, ciężkawe bez dużych gór, tutaj również ma duże szanse na etapowe zwycięstwa.

Dziś czułem się dobrze, odczucia właściwe, strata nie tak duża. Problem w tym, że podobnie jak w zeszłym roku brakuje mety pod górę, jest etap Sion-Sion, ale on sprawy nie rozwiązuje a to znaczy, że znów największe znaczenie może mieć czasówka. Czyli dla mnie kolejny trening przed Giro, ale nigdy nic nie wiadomo, próbować będę jak pojawi się okazja.

Pod Alpe di Pampeago miałem odczucia jakbym jechał ze swego rodzaju ogranicznikiem, nie mogłem dać z siebie wszystkiego. Trener ekipy mówił po etapie, że to normalne przez parę dni po zjechaniu z wysokości, Ivan też czuł się podobnie. Vino pokazał wielką klasę, również na Liege i myślę, że śmiało możemy zapomnieć o tym co było dwa lata temu i spojrzeć na niego jak na wielkiego kolarza.