Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tour de Romandie 2007. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tour de Romandie 2007. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 maja 2007

Pierwszy ważny wyścig (sprawdzian) za mną

W sumie się cieszę ze swojego występu, ale jak zawsze bardziej z jazdy niż z wyniku końcowego. W sumie jednak jak już pisałem wolałem powalczyć o etap niż miejsce bliżej w generalce. Na czasówce cudów nie było, chociaż na to nie liczyłem. Pojechałem zgodnie ze swoimi możliwościami tracąc wszystko na płaskim odcinku i potem utrzymując stratę pod górę. Przyznam szczerze że jest cholernie ciężka ta czasówka, wykańcza mnie.

Jutro jadę jeszcze z Leo na długi trening, pod 5.000 metrów przewyższenia i na tym skończymy nasze treningi przed Giro. Jestem spokojny. Moje morale się poprawiło, a raczej głowa uspokoiła. Dziękuje bardzo wszystkim wiernym kibicom, których wsparcie zawsze czuje. Dziękuje za kibicowanie i wiarę we mnie. Coraz częściej stając na starcie myślę właśnie o tym, ze muszę coś dla WAS zrobić. Pozdrawiam i aby do GIRO!

foto: www.corvospro.com

sobota, 5 maja 2007

Po prostu trzeba próbować

Każdy kto oglądał widział jaką dziś mieliśmy pogodę. Bałem się trochę o własną dyspozycję w tych warunkach, bo nie jestem zawodnikiem, który dobrze czuje się w chłodzie i deszczu. Na dobrą sprawę w tym wyścigu dobrze się poczułem tylko dwa dni temu gdy na chwilę wyjrzało słońce. Jestem jednak w dobrej formie, noga prawidłowo pracuje i dziś starałem się pokazać. Zaatakowałem, bo wolę spróbować wygrać etap licząc się z ryzykiem, że ewentualnie zabraknie mi sił na walkę o czołową "10" niż jechać oszczędnie i niewidocznie po to tylko by skończyć cały wyścig na powiedzmy szóstym miejscu. Fakt może dzisiejszy atak był nieco za wczesny, ale przecież nigdy nie wiadomo jak się ułoży sytuacja za plecami atakującego. Po prostu trzeba próbować.

Za dużo sił kosztowała mnie jednak ta solowa akcja i później nie mogłem utrzymać tempa kontratakującego Igora Antona oraz nie załapałem się do grupki Chrisa Hornera. Pewnie gdybym wcześniej nie atakował to dałbym radę przyjechać w tej pierwszej grupce, ale nie jestem sprinterem i finiszu tu bym raczej nie wygrał. Zagiąłem się jednak i nie odpuściłem już drugiej grupki z Paolo Savoldellim. W końcówce miałem trochę szczęścia, że na ostatnim wirażu nie przytrzymałem koła Joaquina Rodrigueza, bo najprawdopodobniej leżałbym razem z nim.

Przed jutrzejszym dniem nie chciałbym spekulować na temat swoich szans na czasówce i w generalce. Wiem, że mam kilku mocnych czasowców za swoimi plecami, ale też nie brak ludzi do przeskoczenia. Nie będę analizował komunikatu z wynikami. Jechałem tą czasówkę w Lozannie już trzy razy i wiem jak na niej rozłożyć siły. Na pewno powalczę. Dziękuje wszystkim za kibicowanie. Najważniejsze, że przed Giro mam dobrą nogę.

foto: www.corvospro.com

środa, 2 maja 2007

Noga jeszcze się nie kreci jak powinna

Hmm - jeśli miałbym oceniać cokolwiek po dzisiejszym etapie to lekko by na pewno nie byłoby myśleć o walce w dalszej części wyścigu. Noga jeszcze się nie kreci jak powinna tzn. albo za twardo albo za miękko. Może to przez zimno, a może przez nerwowy od startu etap. Generalnie jednak mam pozytywne odczucia, Myślę, że tak ma być.

Ładny i odważny atak w końcówce Thomasa Fothena i Francisco Pereza zakończony ich sukcesem. Jutro mam nadzieje na spokojniejszy etap niż dzisiejszy i dalsze oszczędzanie sił. Patrząc po ludziach wydaje mi się, że dobrze kręcą panowie z Astany, David Lopez i Joaquin Rodriguez z Caisse d'Epargne, a także Jose Angel Marchante, Bernard Kohl czy Andrea Tonti. A co do prologu to sam siebie zaskoczyłem, ale zjazd przejechałem wcześniej 9 razy żeby się go dobrze nauczyć.