poniedziałek, 25 maja 2009
niedziela, 24 maja 2009
Próbowaliśmy i dziś
... jak to powiedział dyrektor, z etapu byle jakiego zrobiliśmy prawdziwy etap Giro. Ja trochę mniej, walczyłem z kołami i hamulcami na zjeździe i dałem spokój jeszcze przed Casale.
Dla mnie generalnie dobrze, nie zmęczyłem się przed jutrzejszym ważnym i ciężkim etapem, widziałem jak Menchov wygrywał dwie Vuelty, jak jest tak przygotowany nie ma gorszych dni, na to nie mamy co liczyć, ale walczyć będziemy do końca.
foto: corvospro
sobota, 23 maja 2009
Polak najsilniejszym górskim robotnikiem na Giro
Mi manda Pantani – Posłał mnie Pantani? „Robotnik galaktyczny” jak zdefiniował go Ivan. Pracował także dla Simoniego i Cunego, jest wielkim przyjacielem Bettiniego, z którym rywalizuje jako pilot lotniczy.
„Chciałem go u swego boku bowiem jest on robotnikiem galaktycznym. Zrobił rzeczy godne najwyższego szacunku w San Martino di Castrozza, Alpe di Siusi i potem na etapie do Pinerolo. Był jak motor, ale poza zawodnikiem odkryłem w nim niesamowitego chłopaka z którym można porozmawiać o wszystkim”. Ivanowi brak słów uznania dla swojego nowego kolegi z zespołu Sylwestra Szmyda (31 lat skończone 2 marca) – Polaka z Bydgoszczy. Co ciekawe Basso zdmuchnął „Kota Sylwestra” sprzed nosa swego bezpośredniego rywala Damiano Cunego u boku, którego Polak jeździł w poprzednich pięciu sezonach.
Z PIRATEM
Ale Szmyd, który zaczął trenować w wieku 10 lat aby zostać „zabranym z ulicy” by nie wpaść w złe towarzystwo palenie i picie, podczas swej kariery był także robotnikiem Marco Pantaniego podczas ostatniego sezonu zawodowych startów kolarza z Romanii w barwach Mercatone Uno-Scanavino. „Pirat był jedyny w swoim rodzaju, kiedy przybyłem do jego zespołu w 2003 roku zdałem sobie sprawę jak bardzo może być kochany kolarz. Wszyscy go poszukiwali, wszyscy marzyli, że może wrocić do poziomu jaki reprezentował w 1998 roku. Wielki Marco …
Z GILBERTO
W następnym roku trafił do ekipy Saeco, który wyruszył na Giro z Gilberto Simonim w roli lidera. „Jednak podczas Giro przyszła pora na bronienie różowej koszulki Damiano Cunego. „Gibo” był bardzo pilnowany przez rywali, podczas gdy jego młodszy kolega z drużyny poszedł we właściwy odjazd i w efekcie wygrał wyścig.
Z DAMIANO
Od 2005 roku do końca zeszłorocznego sezonu pozostawał wierny Werończykowi (Cunego) zanim w tym roku przeszedł Liquigasu Ivana Basso. Jakie są różnice miedzy tymi dwoma asami? „No cóż, Damiano jest przede wszystkim kolarzem na wyścigi jednodniowe, na którego należy pracować na maksimum w wyścigach tego typu. Ja nie jestem stworzony do tego rodzaju imprez”.
Z IVANEM
Natomiast w wyścigach takich jak Giro d’Italia jestem w stanie pracować bardzo wydajnie. Powiedzmy, że podczas klasyku nie jadę nigdy na 100%, ale na przestrzeni 20-dniowych zawodów potrafię zagwarantować codzienną jazdę na 80% swych możliwości. Czasami to robi różnicę. Dlatego Basso jest bardziej odpowiadającym mi liderem niż Cunego. Poza tym jest jeszcze Pellizotti, który również jedzie bardzo mocno.
GREGARIO
Co znaczy być robotnikiem? Oznacza to, że należy się wykazać będąc na czele grupy, przyspieszyć kiedy lider twojej drużyny krzyczy „ale, ale …”, widzieć szeregi kibiców otwierające się przed tobą podczas wspinania się na szczyty, które pisały historię. Jestem tego rodzaju kolarzem, który czuje się dobrze gdy wie, że dobrze spełnił swój obowiązek. Został zabrany do Włoch / lub po prostu: Trafił do Włoch dzięki staraniom (po interwencji) Zenona Jaskuły (podium Tour de France z 1993 roku). „To on mnie zarekomendował, powiedział że niewiele wygrywam, ale że jestem kolarzem godnym zaufania, prawdziwym robotnikiem.”
DEPECHE MODE
Sylwester Szmyd kocha Depeche Mode, grupę która zdobyła sławę w latach osiemdziesiątych. „Mam przynajmniej 200 płyt CD i drugie tyle płyt winylowych. Bardzo lubię słuchać muzyki takiej jaka była tworzona swego czasu ze starymi „giradischi”. Druga wielka pasją jest latanie: „Brakuje mi jeszcze ośmiu godzin lotów aby otrzymać licencję pilota i przynajmniej pod tym względem mogę pobić Bettiniego, bowiem moja licencja będzie dawała prawo prowadzenia większych samolotów niż jego.” – dodaje śmiejąc się.
KASIA – nie KASHA ;-)
Poznał swoją żonę 30 października 2007 roku i dokładnie rok później 30 października 2008 roku zdecydował ją poślubić (chodzi o datę ślubu, nie datę samego pomysłu ;-) „Wybrałem tą datę aby uczcić dzień kiedy zobaczyłem ją po raz pierwszy, dzięki interwencji mojej siostry. Mam nadzieję, że podaruje mi szybko dziecko.” To jest cel zakochanego „Kota Sylwestra”. Szmyd kolarz nie opracował jeszcze planu co będzie robił po zakończeniu kariery sportowej, kiedy już będzie musiał powiesić rower na gwoździu (po naszemu na ścianie). „Często o tym myślałem, ale bez ostatecznej odpowiedzi. Tak, chętnie zostałbym w kolarstwie, ale nie jako dyrektor sportowy. Było znacznie ciekawej (korzystniej) pracować z młodzieżą, uczyć ją prawdziwych walorów tego sportu. Przekazać im, że dzięki zapałowi (zaangażowaniu) i odrobine cierpienia mogą otrzymać nieskończenie wiele satysfakcji, także bez odnoszenia zwycięstw”. Osiągając coś większego tzn. sprawić by wygrał twój kapitan.
Wielkie podziękowania dla Daniela Marszałka za tłumaczenie tekstu.
Skan gazety Kasia Szmyd
piątek, 22 maja 2009
Team manager nam dziś powiedział by wygrać to Giro
... o tym jak jest przekonany, że możemy wygrać i będziemy wszyscy musieli się dużo namęczyć w ostatnim tygodniu. Sponsor dodał, że jak przegramy to z klasą, ale wygrany będzie musiał przejść po naszym trupie... tak więc wiem, że lekko nie będzie, ani nam, ani tym którym będziemy chcieli to życie w ostatnim tygodniu Giro utrudnić.
Kolejny szybki dzień, dla mnie bardzo emocjonujący, od startu po moich drogach, by po kilku kilometrach przejechać przez Montignoso, moje miasteczko i zobaczyć mnóstwo moich kibiców wzdłuż drogi. Jak zawsze, powywieszane transparenty i napisy. Uwielbiam włoskich kibiców, pasjonatów, ludzi którzy żyją swoimi małymi lub większymi idolami... nie tylko Del Piero czy Pellegrini dla przykładu...
foto: Tadeusz Szmyd (tata Sylwestra)
Giro zaczyna się jutro
Jak to mówią nasi dyrektorzy: Giro zaczyna się jutro... no ale mówią to często. Fakt faktem, że część finałowa i najtrudniejsza zacznie się może nie od jutra, ale od niedzieli na pewno. Pierwsza część wyścigu była nietypowa, wiele razy dziwne finisze ze zjazdu i wczoraj długa, górska czasówka. Patrząc na kolejne etapy myślę, że tegoroczne Giro jest bardziej w stylu Tour de France.Trzeci tydzień Giro był zawsze nafaszerowany etapami w stylu Dolomiti Star, ze słynnymi wspinaczkami Fedaia, Mortirolo, SanPellegrino, Gavia, Stelvio, Pordoi, Sella… mógłbym tak długo jeszcze. W tym roku nie będzie takich etapów. Nas czeka przez to jeszcze cięższa praca, trzeba wciąż uważać i być skoncentrowanym, bo każda sekunda liczy się bardziej niż zwykle. Pewnie będzie tak, jak mówiłem od początku i Giro rozegra się na mecie w Rzymie!
źródło: cyclo.pl
czwartek, 21 maja 2009
Podzieliłbym Giro na dwie części
... z których druga zaczęła się z dzisiejszą czasówką... Danis Manchov zapowiadał, że przyjeżdża na Giro by je wygrać a nie jak rok temu by przygotować się do TdF. Jest mocny.
Sprawy dla nas się komplikują, trzy minuty Ivana to bardzo dużo, patrząc na kolejne etapy i trasę tegorocznego Giro. Bliżej jest Pelli i cała generalka się zacieśnia... Będzie ciekawie dla kibiców, dla nas ciężej.
Ja dziś jechałem swój standard na takich czasówkach przy okazji wielkich tourów, mocno i równo, nigdy nie wchodząc na "czerwony"zakres obrotów. Jutro, mam nadzieje, dzień odpoczynku, a później już nerwowo.
Bardzo polecam walory turystyczne i krajobrazowe Cinque Terre (tereny z dzisiejszej czasówki), dla zakochanych i na miesiąc miodowy w szczególności... ja na szczęście mam to na co dzień.
foto: Kasia Szmyd
Sylwester Szmyd z 12 etapu Giro d'Italia 2009, Sestri Levante - Riomaggiore
Rozmawiał Adam Probosz i Tomasz Jaroński.
Sylwester Szmyd na 12 etapie Giro d'Italia 2009, Sestri Levante - Riomaggiore
Fragment jazdy Sylwestra Szmyda na indywidualnej jeździe na czas, autorem filmu jest Kasia Szmyd
wtorek, 19 maja 2009
Typowy etap z TdF ze standardową końcówką dla Giro
Jak słusznie jeden z moich kibiców zauważył typowy etap z TdF ze standardową końcówką dla Giro. Bardzo szybko od startu, wszystkie góry mocno wjechane, gorąco. Lało się ze mnie przed Sestiere jakbym stał pod prysznicem. Nie miałem dobrych odczuć przez cały etap, ale w końcówce już noga się kręciła. Plan był taki jak mniej więcej widzieliście: gaz od dołu przeze mnie, atak Franka, Ivan kontroluje pozostałych. Szkoda, że mu Danilo, Sastre i Menchov pojechali, ale z góry, co akurat nie jest mocną stroną Ivana. Na razie wciąż nie miał terenu do prawdziwej walki, a z tego co mówi, czuje się ok. Di luca bardzo mocny, jak dwa lata temu...hmmm, nie będzie z nim lekko.
foto: corvospro
niedziela, 17 maja 2009
Dziś rano mówili, że wciąż nie najlepiej z Horillo
Sześćdziesiąt metrów w dół, wyobrażacie to sobie?! Trzy dni jak się ryzykuje tu życie. Chyba najwięcej emocji do dziś na tegorocznym giro wywołał zjazd dwa dni temu, a dokładnie tunel po łuku w deszczu w który wjechaliśmy przy 90km/h!!! gdybanie się nie kończy przy stole u nas, gdyby ktoś przyhamował, gdyby się uślizgnął. Quinzia pytał wczoraj Lancea co czuł w tym tunelu a on odpowiedział coś w rodzaju „kto mi każe to robić”, zresztą słyszałem, że krytykował trochę organizatorów za końcówki w stylu kamikadze, a a a tak w ogóle to pobiłem chyba swój rekord prędkości z góry na tegorocznym Giro, 109km/h!!!
foto: corvospro
sobota, 16 maja 2009
Ciekawy i trudny do interpretacji etap
Odjazd mógł dojechać, ale dwa podjazdy przed Bergamo plus samo Bergamo Alta powodowało, że wielu mogło mieć chęci do ataków. Tak też było i to w sumie od początku etapu, odjazd pod pierwszy podjazd, a pod drugi ostre tempo Lampre spowodowało, że zostało nas mniej niż trzydziestu kolarzy na premii górskiej.Jak się dowiedziałem, tam miał zaatakować Damiano ale było widać, że ciężkawo dziś kręcił. Pod Colle Gallo kolejne ataki, między innymi Leipheimera co spowodowało, że ruszyli się ludzie z generalki. My z Pellim, Ivan spokojnie w grupce z tyłu. Zostałem sam z nimi, co trochę zaniepokoiło szefostwo bo ktoś jeszcze powinien być, a tak to ja musiałem Ivana od wiatru osłaniać i ostatnie kilometry ciągnąć z przodu.
Końcówka luz, muszę się oszczędzać, bo dużo jeszcze pracy, sam Ivan jest zdeterminowany, pewny siebie, a ja chcę pojechać w górach tak jak jadę od początku. Jutro czeka mnie męka po zakrętach, rozkręcanie, hamowanie, głowa w kierownicy i koło przede mną... a potem odwiedzi mnie żona!!!!
piątek, 15 maja 2009
Dla mnie kolejny ciężki dzień
...prawie 250 kilometrów i staranie się by odpocząć... Przychodzą takie dni, jak pewnie w każdej pracy, że najchętniej zostało by się w domu. Przyznaje rację Ivanowi, który dziś rano mi powiedział, że tak się czuje bo głowa tak dyktuje, gdybyśmy dziś musieli przejechać 2 czy 3 długie podjazdy to całkiem inaczej bym się czuł. A to na pewno, w siłe głowy zawsze wierzyłem.Po odjechaniu przy pierwszym skoku tylko czterech kolarzy, w tym Huzara, od razu wszyscy wiedzieli że dziś będzie finisz. Przy tak długim dystansie czterech kolarzy wraca tak szybko jak odjechali.
Moje myśli już są na etapie do Pinerolo, znam podjazd przed meta, po ponad 250km, będzie bolało... mam nadzieje, że nie nas!!!
foto: corvospro
Masz czas, żeby porozmawiać z Sylwkiem?
Bartosz Huzarski - Tak, codziennie gadamy. Jak etap jest w miarę spokojny, pójdzie odjazd i nie mamy wiele do roboty to zaraz się zjeżdżamy i rozmawiamy. Ciągle go pytam jak taki wyścig przejechać a on udziela mi rad. Przed etapem też często spotykamy się w miasteczku. Jest nas tu tylko dwóch, więc wykorzystujemy każdą okazję by pogadać.
Adam Probosz - Jego jazda w górach robi wrażenie?
Bartosz Huzarski - No pewnie. Widać, że jest dobrze nastawiony i znakomicie przygotowany. Jak tylko Basso da sobie radę i utrzyma koło, to będzie dobrze. Zobaczymy co będzie na czasówce. Jak wygra z Leiphaimerem to ma wyścig wygrany. Moim faworytem jest ciągle Lovkvist, jestem przekonany, że wygra czasówkę z Di Luką. Może też być tak, że Leiphaimer przejmie koszulkę lidera po jeździe na czas.
źródło: cyclo.pl
foto: corvospro