wtorek, 14 lipca 2009

Trochę dziwny ten tegoroczny Tour de France

... klasyfikacja wciąż bardzo ciasna, a Pireneje nie wiele wyjaśniły. Widzę, że pewnie większość, czy może nawet sam wyścig rozstrzygnie się pod Mont Ventoux, bo jak na razie to bardziej klasyfikacje ułożyła drużynowa czasówka niż którykolwiek etap.

Jeżdżąc po Andorze widzę, że organizatorzy na metę etapu TdF wybrali jeden z mniej ciekawych i lżejszych podjazdów.

Właśnie od kilku dni jestem w Andorze, właściwie dwadzieścia kilometrów od centrum Andory, blisko natury w środku gór. Extra miejsce, można bardzo dobrze potrenować a zarazem odpocząć, podoba mi się niesamowicie.

Mam tu przed sobą jeszcze dwa długie tygodnie ciężkiej pracy. Już wczoraj przejchałem prawie siedem godzin i ponad cztery tysiące metrów w górę mimo temperatury dochodzącej do czterdziestu stopni. Wierzę, że już na nasz krajowy tour noga będzie ok.

foto: corvospro

1 komentarz:

Alex pisze...

Boże ale zazdroszcze tych miejsc do trenowania... nie ma to jak wielkopolska. Nudne asfalty plus sto metrów w pionie! Pozdro!