poniedziałek, 19 stycznia 2015

I tak spełniają się marzenia

Od lat mówiłem, że w końcu kariery marzy mi się pojechać Wielki Tour w barwach polskiej drużyny, z polskim dyrektorem sportowym i polską obsługą.

Od dziś możemy zacząć odliczanie do 9 go maja kiedy to w Sanremo zacznie się Giro d’Italia z nasza drużyną CCC Sprandi Polkowice.

Czeka nas sporo pracy. Od tygodnia trenujemy razem w Calpe a w czwartek lecimy na Majorkę gdzie będziemy się ścigać na czterech klasykach pod koniec stycznia.
Pogoda ok, raz cieplej raz zimniej, dziś deszczowo ale trenować możemy.

Po pierwszym tygodniu muszę przyznać, że w nowej drużynie odnajduję się bardzo dobrze i że zostałem przyjęty przez ekipę również bardzo dobrze. Głowa się kręci dobrze a nogi zaczną w odpowiednim momencie.

www.sylwesterszmyd.pl

piątek, 29 czerwca 2012

Cyrk rusza jutro!

Jutro zaczyna się TdF, mój 21-szy Wielki Tour. Jak zawsze czuję się… hmmm, dumny z siebie, wyróżniony. Najważniejszy wyścig na świecie, największa coroczna impreza sportowa. Motywacja jest, odczucia takie sobie, ale tłumaczę to na razie tym, że dopiero siedem dni jak zszedłem z „wysokości”.

Więcej na oficjalnej stronie Sylwestra Szmyda www.sylwesterszmyd.pl

piątek, 2 grudnia 2011

San Pellegrino – początek nowego sezonu

Od poniedziałku jesteśmy na pierwszym corocznym zgrupowaniu na San Pellegrino. Już po raz czwarty i jednocześnie pierwszy przy prawie wiosennej pogodzie i bez śniegu. Jak zawsze spotkania ze sponsorami, odprawy z dyrektorami, lekarzami, team menagerem. Codzień rano chodzimy około trzech godzin po górach a popołudniami mamy czas na siłownię, saunę itp.

Ciąg dalszy na http://www.sylwesterszmyd.pl/?p=712

niedziela, 6 lutego 2011

W tym roku na Teneryfie jakby trochę zimniej

Ważne, że nie pada i jest słonecznie, a czy na dole jest 20 czy 28 stopni to już bez znaczenia. Moje cele tego zgrupowania to: godziny, dystanse w cieple po „długich” górach, nie przesadzając z tętnem i nadmiarem pracy.

Lubię tu wracać, sporo tygodni mojego życia już tu spędziłem i widzę, że dużo mi pomagają te przygotowania.

Wczoraj 5h 30min, dziś 5h z testem. Trzeci test w tym roku i wciąż znaczący progres. Nie chcę wnikać teraz w watty na progu, przełożenie watt/kg ale jest ok, teraz przede mną dużo spokojnej i mądrej pracy.

Przed chwilą dowiedziałem się o wypadku Kubicy, mam nadzieję, że wróci jak najszybciej do zdrowia. Tym bardziej, że jest kibicem kolarstwa i wiem, że jak tylko mógł to nie opuszczał relacji telewizyjnych z Giro.

źródło: www.sylwesterszmyd.pl

wtorek, 25 stycznia 2011

Zgrupowanie na Sardynii za nami

W ciągu dziesięciu dni pracy przejechane blisko 1300 km w tym dwa dni na rowerach czasowych, non stop pofałdowany teren i ciepło.

Ja trenowałem zgodnie z uprzednimi założeniami, spokojnie, w siodełku, bez przesilania i ćwiczeń robiąc bazę kilometrową. Codziennie rano chodząc na siłownię jak w grudniu. Body, który był ze mną w pokoju wkurzał się, że mógłbym sobie wymyślić inne godziny przyjmowania gości. Jeśli ktoś ze mną szedł na siłownię, Agnoli lub częściej bracia Sagan, wpierw przychodzili do mnie na kawę, o 6.30 rano! Zresztą z Bodym i Słowakami tworzyliśmy nawet przy stole małą grupę, my ucząc się słowackich słówek, oni starając się rozumieć więcej po polsku.

Nie ukrywam, że wolę trenować w domu. Tu mogę już jeździć dłuższe podjazdy, dziś przejechałem dwa 40 i 50minutowe, między innymi osławiony przez Armstronga Col du Madone. Widzę, że i we Francji jest gdzie trenować, brakuje tylko barów w których można by się zatrzymać w połowie treningu na dobre cappuccino.

Mam teraz sporo pracy aż do wylotu na Teide (za tydzień), tak by w górach móc już pracować na wyższym poziomie a nie męczyć się każdym podjazdem.

Teide będzie pierwszym ważnym etapem przygotowań do Giro, choć wiem, że muszę się tam zjawić niezbyt „brillante”, dojść do szczytu formy na najważniejsze etapy i utrzymać ją do TdF…

czwartek, 13 stycznia 2011

Prezentacja Liquigas - Cannondale

Wśród dużej grupy dziennikarzy głównie włoskich i amerykańskich był również Adam Probosz. Cieszę się, że swoim przyjazdem docenił fakt iż w najlepszej drużynie kolarskiej minionego sezonu jeździło i wciąż pozostaje trójka Polaków.

Ciekawie zorganizowana impreza, duże ambicje kapitanów i jak już wspominałem spore zainteresowanie mediów.

Mój plan startowy mogę już oficjalnie potwierdzić, będzie identyczny jak ubiegłoroczny z jednym wyjątkiem, miedzy Giro a TdF zabraknie Dauphine Libere. Po lutowym zgrupowaniu na Teide za którym już się nawet stęskniłem mam pierwszych start w Vuelta Catalunya a bezpośrednio przed Giro, Trentino i Romandia

W głowie głównie Tour de France

Prezentacja grupy Liquigas Cannondale w Mediolanie była dobrą okazją do rozmowy z jeżdżącymi w ekipie Polakami. Włoska drużyna jest najbardziej „polską” w peletonie Pro Tour, bo w jej barwach jeżdżą trzej nasi reprezentanci: Sylwester Szmyd, Maciej Bodnar i Maciej Paterski.

Podczas prezentacji wielokrotnie podkreślano wkład Polaków w ubiegłoroczne sukcesy i nic dziwnego, że dyrektorzy grupy bardzo liczą na ich dobrą postawę także w tym sezonie. Na początek najbardziej doświadczony i mający najsilniejszą pozycję w drużynie Sylwester Szmyd.

Z Sylwestrem Szmydem, kolarzem grupy Liquigas, rozmawia Adam Probosz

Adam Probosz: Już dzisiaj oficjalnie możesz przedstawić plany startowe na najbliższy sezon.
Sylwester Szmyd: – Tak. Praktycznie kalendarz moich startów jest identyczny jak w ubiegłym roku z jednym wyjątkiem – nie pojadę Dauphine Libere. Czyli zaczynam w Katalonii, potem Giro del Trentino, Romandia, Giro d’Italia, Tour de France i Tour de Pologne.

To znaczy, że w przeciwieństwie do Basso, Ty w Giro na pewno wystartujesz?
Giro i Tour jadę na sto procent. To moje główne cele w tym sezonie i do tych wyścigów muszę być najlepiej przygotowany. We Włoszech zacznę może nieco spokojniej, chciałbym być mniej więcej w takiej dyspozycji jak w ubiegłym roku, a później już Tour, w którym zamierzamy powalczyć o zwycięstwo. Po Giro więc tygodniowe zgrupowanie bez roweru, czy może bardziej wyjazd z żoną na Stelvio, później tydzień przygotowań na San Pellegrino i Tour, na którym, nie ukrywam, chciałbym być w najwyższej formie. Dyspozycja we Francji musi być jeszcze lepsza niż we Włoszech. Nie znaczy to, że odpuszczam Giro, ale w tym sezonie w głowie mam głównie Tour de France.

Po raz pierwszy od kilku lat nie pojedziesz w swoim ulubionym Dauphine, nie żałujesz?
Nie. Jestem już w takim wieku, że dokładnie wiem, jakie są cele, po co jestem w tej drużynie i za co mi płacą. Moim zadaniem jest pomoc liderom w wygrywaniu największych wyścigów. Słyszałeś jak podczas prezentacji prowadzący podkreślał, że jestem gwarancją dla liderów, że w górach będą mieli odpowiednie wsparcie? Zarówno Basso jak i Nibali przy przedłużaniu kontraktów chcieli, bym także ja został w grupie, bo jestem w stanie wykonać dla nich na podjazdach pracę, jakiej, nieskromnie mówiąc, inni nie potrafią zrobić. Tak więc niczego nie żałuję. Jadę Giro i Tour i być może pojawi się okazja walki o etapowe zwycięstwo na którymś z tych wyścigów. Później mamy jeszcze Tour de Pologne i kto wie, może właśnie odpuszczenie Dauphine ułatwi mi walkę o zwycięstwo na polskich drogach.

O mistrzostwa świata nie pytam, bo trasa w Kopenhadze raczej nie jest dla Ciebie.
Sam sobie odpowiedziałeś. W ubiegłym roku nie chciałem jechać do Australii bo wiadomo, że na takiej trasie niewiele bym zwojował. W tym roku będzie podobnie.

No to teraz nie o kolarstwie. Po wielu latach we Włoszech przeprowadziłeś się do Francji…
O tym nie mówiłem jeszcze oficjalnie, ale rzeczywiście, teraz mieszkam na Lazurowym Wybrzeżu. Czyli generalnie to samo wybrzeże, ale jakieś 300 kilometrów wyżej.

Ale zmiana duża. Mówiło się już o Twojej drugiej, włoskiej naturze, a Francja to jednak zupełnie inny kraj. Nie tęsknisz do Italii?
Pewnie trochę tęsknię, ale kolarstwo daje człowiekowi wolność wyboru miejsca, w którym mieszka. Nie ma ograniczeń. Tylko sport zawodowy, taki jak kolarstwo, daje taką możliwość. Nie jest się przywiązanym do żadnego miejsca. Jestem poza krajem i rodziną od trzynastu lat i poznanie nowego kraju, nowej kultury, jest zawsze czymś ciekawym.

Ale teraz przeprowadzasz się już z rodziną.
Tak, teraz mieszkamy razem z Kasią i nawet czasem tak sobie mówimy: no, to za dwa lata do Barcelony. Dlaczego nie? Decyzje o przeprowadzce wymagają pewnej odwagi, zmiana otoczenia to także szukanie nowych terenów do treningu, bo we Włoszech miałem już swoje stałe, ulubione drogi i podjazdy. Wszędzie jednak da się coś znaleźć i nie narzekam. Teraz mam Alpy Morskie, Alpes Maritimes.

Jako najstarszego wiekiem i stażem z trójki Polaków w Liquigasie muszę Cię zapytać, jak Twoim zdaniem będą w tym sezonie jeździć Bodnar i Paterski? Zaczynają sezon zdrowi, nie tak jak to było w zeszłym roku.
Tak. Maciek Bodnar rok temu zaczął kiepsko, bo od operacji, ale później był niesamowity na Giro i na mistrzostwach świata. To znaczy, że w tym roku może być jeszcze lepiej. Dla Maćka Paterskiego to drugi rok w gronie najlepszych. Myślę, że bardzo ważnym doświadczeniem dla niego była ubiegłoroczna, wygrana Vuelta. To na pewno mobilizuje i dodaje pewności siebie. Jechać w drużynie, która wygrywa wielki tour to niepowtarzalne wrażenie, ogromne, wspaniałe emocje. Ja doświadczyłem tego dwa razy, jemu udało się od razu w pierwszym sezonie. Sprawdził się, dyrektorzy są z niego zadowoleni i myślę, że także w tym sezonie pokaże się z dobrej strony.

Będzie więc trzech polskich muszkieterów w ekipie Liquigas Cannondale na Tour de France?
Wszystko na to wskazuje. Giro pojadę pewnie sam, ale we Francji powinniśmy się zameldować w komplecie.

źródło: Eurosport.pl