środa, 2 marca 2011
czwartek, 13 stycznia 2011
W głowie głównie Tour de France
Podczas prezentacji wielokrotnie podkreślano wkład Polaków w ubiegłoroczne sukcesy i nic dziwnego, że dyrektorzy grupy bardzo liczą na ich dobrą postawę także w tym sezonie. Na początek najbardziej doświadczony i mający najsilniejszą pozycję w drużynie Sylwester Szmyd.
Z Sylwestrem Szmydem, kolarzem grupy Liquigas, rozmawia Adam Probosz
Adam Probosz: Już dzisiaj oficjalnie możesz przedstawić plany startowe na najbliższy sezon.
Sylwester Szmyd: – Tak. Praktycznie kalendarz moich startów jest identyczny jak w ubiegłym roku z jednym wyjątkiem – nie pojadę Dauphine Libere. Czyli zaczynam w Katalonii, potem Giro del Trentino, Romandia, Giro d’Italia, Tour de France i Tour de Pologne.
To znaczy, że w przeciwieństwie do Basso, Ty w Giro na pewno wystartujesz?
Giro i Tour jadę na sto procent. To moje główne cele w tym sezonie i do tych wyścigów muszę być najlepiej przygotowany. We Włoszech zacznę może nieco spokojniej, chciałbym być mniej więcej w takiej dyspozycji jak w ubiegłym roku, a później już Tour, w którym zamierzamy powalczyć o zwycięstwo. Po Giro więc tygodniowe zgrupowanie bez roweru, czy może bardziej wyjazd z żoną na Stelvio, później tydzień przygotowań na San Pellegrino i Tour, na którym, nie ukrywam, chciałbym być w najwyższej formie. Dyspozycja we Francji musi być jeszcze lepsza niż we Włoszech. Nie znaczy to, że odpuszczam Giro, ale w tym sezonie w głowie mam głównie Tour de France.
Po raz pierwszy od kilku lat nie pojedziesz w swoim ulubionym Dauphine, nie żałujesz?
Nie. Jestem już w takim wieku, że dokładnie wiem, jakie są cele, po co jestem w tej drużynie i za co mi płacą. Moim zadaniem jest pomoc liderom w wygrywaniu największych wyścigów. Słyszałeś jak podczas prezentacji prowadzący podkreślał, że jestem gwarancją dla liderów, że w górach będą mieli odpowiednie wsparcie? Zarówno Basso jak i Nibali przy przedłużaniu kontraktów chcieli, bym także ja został w grupie, bo jestem w stanie wykonać dla nich na podjazdach pracę, jakiej, nieskromnie mówiąc, inni nie potrafią zrobić. Tak więc niczego nie żałuję. Jadę Giro i Tour i być może pojawi się okazja walki o etapowe zwycięstwo na którymś z tych wyścigów. Później mamy jeszcze Tour de Pologne i kto wie, może właśnie odpuszczenie Dauphine ułatwi mi walkę o zwycięstwo na polskich drogach.
O mistrzostwa świata nie pytam, bo trasa w Kopenhadze raczej nie jest dla Ciebie.
Sam sobie odpowiedziałeś. W ubiegłym roku nie chciałem jechać do Australii bo wiadomo, że na takiej trasie niewiele bym zwojował. W tym roku będzie podobnie.
No to teraz nie o kolarstwie. Po wielu latach we Włoszech przeprowadziłeś się do Francji…
O tym nie mówiłem jeszcze oficjalnie, ale rzeczywiście, teraz mieszkam na Lazurowym Wybrzeżu. Czyli generalnie to samo wybrzeże, ale jakieś 300 kilometrów wyżej.
Ale zmiana duża. Mówiło się już o Twojej drugiej, włoskiej naturze, a Francja to jednak zupełnie inny kraj. Nie tęsknisz do Italii?
Pewnie trochę tęsknię, ale kolarstwo daje człowiekowi wolność wyboru miejsca, w którym mieszka. Nie ma ograniczeń. Tylko sport zawodowy, taki jak kolarstwo, daje taką możliwość. Nie jest się przywiązanym do żadnego miejsca. Jestem poza krajem i rodziną od trzynastu lat i poznanie nowego kraju, nowej kultury, jest zawsze czymś ciekawym.
Ale teraz przeprowadzasz się już z rodziną.
Tak, teraz mieszkamy razem z Kasią i nawet czasem tak sobie mówimy: no, to za dwa lata do Barcelony. Dlaczego nie? Decyzje o przeprowadzce wymagają pewnej odwagi, zmiana otoczenia to także szukanie nowych terenów do treningu, bo we Włoszech miałem już swoje stałe, ulubione drogi i podjazdy. Wszędzie jednak da się coś znaleźć i nie narzekam. Teraz mam Alpy Morskie, Alpes Maritimes.
Jako najstarszego wiekiem i stażem z trójki Polaków w Liquigasie muszę Cię zapytać, jak Twoim zdaniem będą w tym sezonie jeździć Bodnar i Paterski? Zaczynają sezon zdrowi, nie tak jak to było w zeszłym roku.
Tak. Maciek Bodnar rok temu zaczął kiepsko, bo od operacji, ale później był niesamowity na Giro i na mistrzostwach świata. To znaczy, że w tym roku może być jeszcze lepiej. Dla Maćka Paterskiego to drugi rok w gronie najlepszych. Myślę, że bardzo ważnym doświadczeniem dla niego była ubiegłoroczna, wygrana Vuelta. To na pewno mobilizuje i dodaje pewności siebie. Jechać w drużynie, która wygrywa wielki tour to niepowtarzalne wrażenie, ogromne, wspaniałe emocje. Ja doświadczyłem tego dwa razy, jemu udało się od razu w pierwszym sezonie. Sprawdził się, dyrektorzy są z niego zadowoleni i myślę, że także w tym sezonie pokaże się z dobrej strony.
Będzie więc trzech polskich muszkieterów w ekipie Liquigas Cannondale na Tour de France?
Wszystko na to wskazuje. Giro pojadę pewnie sam, ale we Francji powinniśmy się zameldować w komplecie.
źródło: Eurosport.pl
środa, 5 stycznia 2011
Okres świąteczny
Jak zawsze krótki świąteczny okres minął bardzo szybko... Postarałem się poświęcić jak najwięcej czasu rodzinie i najbliższym znajomym. Udało mi się również pojeździć na szosie, jedynie z małymi trudnościami w 3miescie.
24go grudnia trenując z braćmi Olejnikami w Bydgoszczy, po prawie czterech godzinach treningu trafiliśmy na policjanta - służbowca który wykrzykując ukarał nas mandatem za jazdę po krótkim odcinku drogi ekspresowej, która jest takową głównie dzięki oznaczeniu i niewiele ma wspólnego na przykład z obwodnicą Gdańska. W dzień Wigilii, przy znikomym ruchu, zasypanych i oblodzonych bocznych drogach, zabrakło trochę ludzkich odruchów... pierwszy mój mandat za jazdę rowerem.
Dziś na zakończenie pobytu mała "fiesta" w Bydgoskim Romecie, postanowiłem wspomóc mój rodzimy klub przez zakup strojów kolarskich dla zawodników na najbliższy sezon i w obecności pozostałych sponsorów oficjalnie przekazaliśmy symboliczną koszulkę na ręce jednej z lepszych cyklistek Rometu Anni Kosmeckiej.
W poniedziałek prezentacja Liquigasu w Mediolanie, spodziewam się również polskiego dziennikarza na tak ważnej imprezie a od wtorku zgrupowanie znów na Sardynii.
czwartek, 23 grudnia 2010
Wesołych Świąt
Powrót po zgrupowaniu, z prawie 20 stopni do naszej polskiej rzeczywistości. Oczywiście nie narzekam, dziś na treningu nawet się zgrzałem, koledzy w Italii mają gorzej bo wciąż pada deszcz, tu co najwyżej może sypać śnieg ale w jeździe to nie przeszkadza.
Przy okazji Świąt Bożego Narodzenia wszystkim czytelnikom bloga, czyli w większości moim kibicom, sympatykom i kibicom kolarstwa życzę głębokiego, wewnętrznego, właściwego do okazji przeżywania tajemnicy tych Świąt.
W Nowym Roku, bardziej już sportowo, odkąd istnieje Pro Tour będzie nas Polaków w nim największa liczba, tak więc życzę Wam wszystkim byśmy dostarczyli jak najwięcej pozytywnych emocji i wrażeń na szosach całego świata.
Wesołych Świąt, dobrego Nowego Roku!
środa, 15 grudnia 2010
niedziela, 28 listopada 2010
Volvo V60
Jak już wcześniej wspominałem w minioną środę firma Wadowscy i Volvo Auto Polska przekazały mi do użytku najnowsze Volvo V60. Świetnie zorganizowana impreza w krakowskim Sheratonie świadczy o profesjonalizmie firmy i poważnym podejściu do całego projektu. Auto super, bezpieczne i komfortowe. Cieszę się z nawiązania tej współpracy, myślę, że jest to największa tego typu indywidualna promocja w kolarstwie w naszym kraju. Jutro rano jadę na pierwsze zgrupowanie na San Pellegrino, mnóstwo śniegu jak co roku... a potem już zacznę na poważnie przygotowania do nowego sezonu.
foto: Kasia Szmyd
środa, 24 listopada 2010
sobota, 20 listopada 2010
Spotkanie z kibicami
Ktoś nie tak dawno pytał na blogu o moje podniebne przygody, tak więc dla jasności robię licencję PPL czyli klasyczna awionetka jak to się ładnie i ogólnie mówi, cessna wszelkiego typu byle z jednym, tłokowym silnikiem.
Po spotkaniu w Krakowie, wczoraj w Trójmieście spotkałem się również z miejscową grupą pasjonatów kolarstwa, zapalonych amatorów-kolarzy. Bardzo mi było miło spotkać po wielu latach Państwo Bogdziewicz, których poznałem 20 lat temu jak zaczynałem się ścigać w Romecie.
Miałem też okazję parę dni temu zapoznać się z najnowszym modelem samochodu Volvo, V60 i jego ciekawym „oklejeniem” przygotowanym dla mnie. Właśnie, Volvo Polska wraz z dilerem Volvo z Krakowa, Panem Pawłem Wadowskim będą mnie wspierać w kolejnym roku poprzez użyczenie takiego autka. Oficjalne przekazanie odbędzie się w Krakowskim Sheratonie w najbliższą środę 24-go o godz 19.
czwartek, 28 października 2010
Pobyt w Polsce
Od niedzieli po Lombardii nie dotykam roweru, na ile to możliwe wsiadam do samolotu by trochę polatać.
Giro i Tour... ciężkie wyścigi. Giro wcale mnie nie zaskoczyło, jest ciężkie, nawet bardzo, będę miał dużo pracy, ale do tego już nas przyzwyczaił włoski wyścig, że mamy mnóstwo gór i w nich się rozgrywa cały wyścig.
A TdF... też bardzo ciekawy, cztery mety pod górę... Powiedziałem Ivanowi, że na Alpe d'huez już postawiłem krzyżyk i niech tylko on się zastanawia jak to zrobić by do tego etapu miał już koszul na plecach. Odpisał mi: „Ty etap, a ja wyścig” i niech to będzie pobożne życzenie – marzenie – cel! Właśnie, cel nad którym Ivan pracuje już od ponad miesiąca.
fot: mtb.interia.pl
wtorek, 2 marca 2010
niedziela, 7 lutego 2010
Drugiego dnia treningów na Teide
Po zakończeniu kariery już jako trener kadry, czy to w sprawie Cunego, Ballana czy Basso, często odwiedzał nasz autobus lub jadał z nami kolacje na wyścigach. Pisałem kiedyś o tym jak mówił, że weźmie mnie do kadry na MS jak tylko będę miał włoskie obywatelstwo. Mieszkam w pokoju z Nibalim, zbladł kiedy się o tym dowiedział, mieszkali blisko siebie, spotkali się parę dni temu i Franco założył się z nim o pizze, że wygrają ten rajd ze swoim kierowcą.
Nasze dwa dni spokojne, od jutra trochę więcej zajęć. Później opiszę jeszcze program ekipy liquigas na to właśnie zgrupowanie.
piątek, 18 września 2009
wtorek, 15 września 2009
Ciężko mi było pozbierać dziś myśli
sobota, 11 lipca 2009
poniedziałek, 29 czerwca 2009
wtorek, 23 czerwca 2009
Szmyd nie kręci. Zaczął latać
Bydgoski kolarz Sylwester Szmyd przyjechał odpocząć w domu po trudach startów w Giro d'Italia i zwycięstwie w wyścigu Dauphine Libere. To przerwa przed drugą częścią sezonu, którego zwieńczeniem ma być występ ze swą zawodową grupą Liguigas w Vuelta d'Espana. Wojciech Borakiewicz: Co robi kolarz podczas urlopu?
Sylwester Szmyd: Odpoczywa, czyli właściwie nic (śmiech).
I chodzi na żużel...
- Polonii kibicuję od zawsze. Tata mnie zabrał pierwszy raz, kiedy miałem trzy lata. To było dawno, w 1981 roku. W niedzielę była okazja, żeby zobaczyć mecz z Lotosem, więc z niej skorzystałem.
W Polsce jest pan od kilku dni. Proszę opowiedzieć, jak we Włoszech pan świętował swoje pierwsze etapowe zwycięstwo na sławnej Mont Ventoux?
- Najpierw z żoną. Na dwa dni pojechaliśmy w okolice Wenecji. Mam takie miejsce między Wenecją a położonym trochę na północ miasteczkiem Valdobbiadene. Robią tam prosecco i trochę go próbowaliśmy.
Co to jest?
- To musujące białe wino, specjalność Veneto, tamtego regionu. Tamtędy przejeżdżał jeden z etapów Giro d'Italia i spodobało mi się to miejsce. Wcześniej nie obyło się też bez kolacji dla moich najwierniejszych kibiców z toskańskiego miasteczka Montignoso di Massa. Okazja była przecież super, bo moje pierwsze zwycięstwo etapowe w karierze i to w sławnej Mont Ventoux. Wszystkich ono zaskoczyło. Zorganizowałem więc kolację, na której było 20 osób. Było z czego się cieszyć, a to są ludzie, którzy naprawdę radują się z moich sukcesów. W Polsce jestem od czwartku.
Stałeś się trochę bardziej znany po etapowej wygranej w wyścigi Dauphine Libere, o którym było bardzo głośno w Polsce?
- Z dwoma dziennikarzami spotkałem się od razu na lotnisku, ale żeby bardziej znany... Chyba nie. Do Polski przyjechałem zresztą jeden dzień szybciej. Wcześniej po głowie mi chodził koncert "depeszów" na San Siro w Mediolanie. To było w czwartek, ale zrezygnowałem z niego, bo chciałem być na starcie pielgrzymki w Rzeszowie. To tradycyjna rowerowa pielgrzymka. Trasa jest bardzo długa, aż do Fatimy w Portugalii. Obiecałem im, że będę im towarzyszył na starcie. Podziwiam uczestników, bo pokonają więcej kilometrów niż ja w Giro d'Italia
Na rower więc pan nie wsiadał?
- Przez pierwszy tydzień urlopu nie wsiadałem. Od poniedziałku zacznę powoli kręcić. I mam nadzieję, że będę też latać.
To są szybowce czy samoloty?
- Samoloty. Jadę do Grudziądza, na lotnisko w Lisich Kątach, żeby wylatać trochę godzin. Chciałbym się zbliżyć do końca kursu pilota samolotów turystycznych PPL 2. Zacząłem dwa lata temu go robić i tak wyszło, że nie w Bydgoszczy, ale akurat w Lisich Kątach.
Ile brakuje do zdobycia licencji?
- Osiem godzin lotu i potem egzamin teoretyczny i praktyczny.
Zdąży pan podczas tego urlopu się wylaszować [laszowanie to wykonanie pierwszego samodzielnego lotu na danym typie statku powietrznego po zakończeniu serii lotów z instruktorem - przyp. red.] i zakończyć kurs?
- To trochę inaczej wygląda. Laszuje się na określony typ samolotu. Latam teraz na cessnie 150. Wylaszowałem się wcześniej na większej cessnie 170. Lubię latać.
Urlop w Polsce skończy pan już na początku lipca, ale potem szybko wróci znowu do kraju.
- Ale już w swej normalnej roli, kolarza. Startuję od 2 sierpnia w Tour de Pologne. Pojedzie w nim moja grupa Liquigas. Do Polski przyjadę prosto z Andory, gdzie będę trenował w lipcu. Mam nadzieję, że po pierwszych płaskich etapach "noga mi puści" na trudnych, górskich odcinkach do Krynicy i Zakopanego.
poniedziałek, 2 marca 2009
środa, 31 grudnia 2008
Najlepsze życzenia
niedziela, 16 listopada 2008
Podróż poślubna całkiem milo nam mija
Manhattan robi niesamowite wrażenie. Jutro zobaczymy jak nas Floryda przywita. Co do wydarzeń w kraju. Zastanawiam się nad postawą jednej osoby od której wiele zależy, a generalnie nie przejmuje się ona tym czym zarządzą. Ją mogę jeszcze jakoś zrozumieć, ale zachowanie kilkunastu innych osób od lat związanym z kolarstwem, które z założenia powinny być pasjonatami tego sportu nie bardzo. Te osoby dalej głosują na NIE dla polskiego kolarstwa czyli za dalszym jego upadkiem i zgadzają się patrzeć na to jak jedzie ono po równi pochyłej od około dziesięciu lat. Nie będzie lepiej, wszyscy to wiemy i wciąż się na to zgadzamy.




