niedziela, 14 marca 2010

Peter Sagan to talent, który rodzi się raz na kilkadziesiąt lat

Myślę, że nie tylko ja ale i wszyscy kibice kolarstwa są pod wrażeniem mojego klubowego kolegi. Dla mnie Peter Sagan to talent, który rodzi się raz na kilkadziesiąt lat i myślę, że nie przesadzam. Wiem co to Paryż Nicea, wiem co to znaczy pierwszy rok w zawodowym peletonie, co znaczy mieć 20 lat i kręcić z takimi zawodnikami. Nie wiem tylko jak to jest wygrywać prawie trzy etapy w taki sposób w swoim drugim wyścigu. Z zimną krwią, opanowaniem i pełnym profesjonalizmem.

Unikam wypowiedzi na pewne tematy, ale czasem dwa słowa może wypada napisać. Przykro, że niektórzy kolarze wciąż nie mogą zrozumieć, że kolarstwo się zmienia, że jest najczystszym sportem ze wszystkich wyczynowych i my sami o to walczymy i tak chcemy. Mówię o „pro tour”, o tych którzy zostali poddani systemowi „adams” i o tym, że same drużyny, czyli my, płacimy po blisko sto tysięcy euro rocznie na walkę z dopingiem, byśmy mieli jak najwięcej kontroli. Sam poza zawodami od zeszłego roku do dziś miałem ich dwadzieścia trzy i choć często mnie to denerwuje, jestem świadomy, że tylko w ten sposób większość kolarzy zrozumiała, że nie warto ryzykować i niszczyć tego sportu.  

Dlaczego o tym piszę? Bo przy tym całym wysiłku i walce o „czystość” kolarstwa, kiedy młodzi zawodnicy, którzy teoretycznie nie powinni być skażeni „dopingową” mentalnością zostają przyłapani, i do tego na czymś co jest wykrywalne od blisko dziewięciu lat, to można się tylko załamać. Kibice tego nie potrzebują.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Trudno się nie zgodzić - wyczyn Petera Sagana jest wręcz porażający. Pozostaje tylko liczyć, że nie odbije mu "sodówka" (wszak niejeden obiecujący młodzieniec przepadł właśnie przez nią) - ale Pan pewnie zna go lepiej, skoro wygłasza Pan swoją opinię. Gratuluję nosa zarządowi Liquigasu i życzę wspólnych sukcesów na rzecz zespołu!

Co do Szczepianiaków - szkoda słów. Dwojga gówniarzy, którzy przez własną głupotę zniszczyli sobie życie, nie jest mi szkoda. Żal mi tylko najpiękniejszego sportu świata, reputacji tego sportu oraz uprawiających go niesamowitych bohaterów, oraz Mistrza Świata, który przyjechał na metę jako trzeci. Naprawdę współczuję zwycięzcy, że najprawdopodobniej dowiedział się o swoim triumfie z listu odczytanego podczas przesiadywania przed telewizorem.

Szkoda słów. Mogę tylko polecić Panu zainteresowanie inicjatywą Bike Pure ( http://www.bikepure.org ) - to chyba dobry sposób na wyrażenie bardzo jasnego stanowiska w sprawie dopingu.

Pozdrawiam!

Błażej pisze...

Niestety, niektórych cechuje wrodzony profesjonalizm i zdrowa ambicje - niektórych przeciwnie. O tych drugich lepiej nie mówić, spuścić zasłonę milczenia.

Niecierpliwie czekam na pierwszy tegoroczny wyścig - do zobaczenia na trasie w Katalonii!