niedziela, 7 listopada 2010

Podsumowanie sezonu

Mały posezonowy sukces, w zeszłą niedzielę wykonałem pierwszy samodzielny lot, około 150km i ponad godzinę w powietrzu. Do licencji coraz bliżej.

Moje podsumowanie sezonu zacznę od tego, że prześwietlenie wciąż bolącej od Giro dłoni wykazało ułamanie małego kawałeczka podstawy kciuka, który teraz po niewłaściwym zrośnięciu, naciska na torebkę stawową i powoduje ból. Niestety ból pozostanie, rehabilitacja ma go tylko złagodzić.

Po znakomitej jeździe całej drużyny i niesamowitej determinacji, wygraliśmy Giro d'Italia. Dla mnie początek sezonu i samego Giro był nieco ociężały, widać, że się starzeję i potrzebuję coraz więcej czasu na to by wejść na odpowiedni poziom. Do tego wspomniany upadek, ale na szczęście na najważniejszych górskich etapach już mnie nie brakowało.  

Dauphine Libere dla mnie ograniczał się tylko do jednego etapu, dziś myślę, że przeszedłem sam siebie i tym samym udowodniłem sobie, że stać mnie na wiele więcej niż sam do tego momentu myślałem.

TdF... może zmęczenie, może podświadome wyluzowanie po wygranym Giro, ale nie wyszło... za to TdP jak najbardziej. Wyścig na którym trzeba walczyć o każdą sekundę nie jest moją mocną stroną a znów skończyłem nasz narodowy tour w top10. Wiadomo, że dużo łatwiej jechać mi godzinę pod Gavie mocnym równym tempem niż pod Równice 12 minut "a tutta" od dołu do góry.

Kolejne wnioski, myśli, plany, zmiany niektórych elementów w treningach. Wiem co muszę i chcę poprawić. Póki co odpoczynek, czasem aktywny ale z dala od roweru. Leczę małe problemy zdrowotne i razem z Ivanem marzę o jego żółtej koszuli... o tym, że... 22 lipca wejdziemy razem na podium, on by założyć koszul lidera a ja na dekorację przed nim.

foto: corvospro.com

4 komentarze:

Drewniacki pisze...

Samodzielny lot? Czytam tego bloga regularnie, przeczytałem pewnie 90% postów, ale nie wiem o co chodzi. Szybowiec, samolot, lotnia? I gdzie Pan lata?

Kamil pisze...

22 lipca, ok zapłacę już tą 'dychę' za eurosport, bo mont ventoux 2009 przegapiłem, a jestem przekonany, że na Alpe d'huez 2011 będzie to samo, owocnych przygotowań!

Proszę uprzedzić jeszcze na blogu zapowiadany zimowy trening w 3mieście. Na zbiórce szosowej niestety też mnie nie było ;]
pozdrawiam

Anonimowy pisze...

Życzę by tego 22 Lipca 2011 roku pod Tourmalet "noga" była potężna a sam dzień jednym z najpiękniejszych dni Pana życia. Panie Sylwku dziękuję za wielkie emocję w tym sezonie szczególnie za Dauphine Libere, a także za rozmowę i pamiątkę w Épernay:)

marek p pisze...

A więc jednak Alpe d Huez.
Jak dobrze pójdzie to będziemy na miejscu z ekipą po ukończonym Etapie dla amatorów (ja już raz tam jechałem w 2006r.) Będziemy trzymać kciuki za Ciebie i Ivana, musicie tylko dobrze to rozegrać.
Pozdrowienia od amatorów z Torunia
(TTC JADE) i udanych przygotowań do sezonu