
Norweg Thor Hushovd (Credite Agricole) został zwycięzcą 2. etapu 95. wyścigu kolarskiego Tour de France, prowadzącego z Auray do Saint-Brieuc (164,5 km). Zawodnicy po raz 11. finiszowali w tej miejscowości.Jedyny Polak w peletonie Sylwester Szmyd (Lampre) przyjechał na metę w drugiej grupie zajmując 131. miejsce ze stratą 2.10. Po dwóch etapach jest 142. ze stratą 4.10 do lidera.
Tour de France stał się dla mnie faktem i pewnie jest coś w sms-ie, który wczoraj dostałem od kolegi z Włoch. Napisał on "dziś staje się twoim udziałem marzenie tysięcy młodych kolarzy, które zresztą swego czasu było i moim ... a tutta i nigdy nie odpuszczaj". Duży stres, nerwówka, etapy same w sobie nerwowe, tłumy ludzi na ulicach i niesamowity poziom zawodników. Jak od początku mówiłem, niby ci sami ludzie a jednak większość przygotowana tylko pod ten wyścig.
Wiem, że to jest wyścig, w którym jeden dzień może zmienić życie. Gdybym wygrał etap... Byłem kilka dni temu w Polsce i znajomy mówi mi: "musisz być jak Kubica". Wiem, że nie będę jak Małysz czy Otylia, ale mogę zwiększyć zainteresowanie kolarstwem. Jestem gotowy na zwycięstwo etapowe w takim wyścigu. Podczas Dauphine Libere jechałem z głową do góry i cały czas czułem, że mogę wygrać i to nie dlatego, że ktoś osłabnie. To ja byłem mocny - powiedział Szmyd na łamach "Przeglądu Sportowego.
Wielu kibiców i znajomych pytało się mnie ostatnio czy nie mogłem jednak wystartować na Mistrzostwach Polski. Właściwie mogłem i do paru dni przed zawodami chciałem. Jasne, że większość peletonu TdF startowała w Mistrzostwach Narodowych, ale był to dla nich etap przygotowań po okresie odpoczynku jak np. u moich kolegów Cunego, Ballan, Tiralongo, Marzano (owszem jechali Tour de Suisse, ale nie Giro). Myślę, że nie znajdzie się wielu ludzi którzy jechali najpierw Giro d'Italia, a potem Dauphine Libere lub Tour de Suisse, a teraz staną na starcie Tour de France. Nawet Marzio, który będzie reprezentować Italię na Igrzyskach Olimpijskich w dwóch wyścigach nie startował w ogóle od zakończenia Giro, a tym bardziej nie jechał w Mistrzostwach Krajowych, ani na czas ani ze startu wspólnego. Tak jak pozostali AZZURRI dostał wolną rękę co do przygotowań wiedząc o starcie dużo szybciej. Patrzmy na najlepszych.
Dłuuuugi i ciężki etap, wszyscy w odjazd chcą pójść i mamy gonitwę psów przez pierwsze prawie 2 godziny wyścigu. Czapka z głowy dziś dla Sorensena, po tym co się z tyłu działo musiał mieć super nogę, że odjechał. No właśnie, z tyłu znów byłem wśród najlepszych. Ciężej mi szło niż wczoraj, ale rozglądając się wkoło nie widziałem nikogo swobodnie kręcącego. Zaczynam przyzwyczajać się do kręcenia wśród ludzi, którzy cały rok szykują się do wyścigu, który wystartuje już za 3 tygodnie. Niemała satysfakcja osobista, bardzo ważne dla mnie jakby nie było po tylu latach wśród pro.
Od dwóch dni czuję, że noga jest niesamowita..., mamma mia, nie wiem co trzeba zrobić, żeby tak zasuwać. Aż sam sobie się spodobałem, pełna koncentracja i najmniejszych oznak zmęczenia, czy trudności przez cały etap. Oby tak i jutro, czekam do ostatniego podjazdu, bo wiem, że jest o co walczyć.
Zacznę od dziś..., rano dzwonił Saronni i prosił żebym za wszelką cenę się nie zaginał aby pod góre być wśród najlepszych. Pod górę, ostatni ciężki podjazd przy równym tempie leciałem spokojnie, a jak zaczęli skakać, to odpuściłem, żeby nogi nie wykończyć. Na premii górskiej 100 m i na mecie też praktycznie 100 m. Gdyby była możliwość walki o zwyciestwo to bym się zagiął, bo wtedy jest zawsze szansa na skok na ostatnich kilometrach, a dziś widząc, że był odjazd, nie było już o co walczyć. Podobna taktyka na jutro, póki bedę w miarę spokojnie jechać, jadę. Jakbym musiał zbyt dużo wysiłku w to wlożyć, odpuszczam. TdF najważniejsze.
Czas na Dauphine Libere - zabrali mi Mont Ventoux! A tak na poważnie to startuje bez żadnych założeń czyli nie tak jak ładnie jak napisano na naszej stronie chcąc mnie zrobić liderem. Właściwie to mnie nie chcą w tej roli, ale muszą coś napisać. Po rozmowie z Saronnim i z dyrektorem sportowym uzgodniliśmy, że wystartuje żeby dobrze potrenować przez ten tydzień na wyścigu, a nie w domu. a Jeśli samopoczucie i kondycja będzie to i na którymś etapie spróbuje zawalczyć.Fizycznie czuje się okej, ale psychicznie zaczyna mi ciążyć. No i głowa. Wrócił mi ból w miejscu uderzenia, ale odzywa się tylko przy wysiłku. Lekarz powiedział po takim czasie to nie może być nic poważnego. Prawdopodobnie membrana otaczająca mózg jest w stanie zapalnym czy opuchnięta. Nic strasznego, ale dokuczliwe bardzo. Jak dalej tak będzie to chyba będę musiał jechać zrobić prześwietlenie.
foto: www.corvospro.com
Trenowałem spokojnie w górach do startu Tour de France.. Nawiązując do ostatnich wydarzeń to w moim odczuciu - tak jak mi zależy na starcie w reprezentacji Polski tak samo mocno i PZKol-owi powinno zależeć na tym abym w Pekinie startował. Wadek mówi, że to jego decyzja. Prezes mówi, że się nie miesza. Ja oczywiście w to nie wierze bo historia pokazała, że za każdym razem było inaczej. Ale jeśli tak by miało być to gorzej przecież dla Piotra ... no i zastanawiam się jak pozbawieni pasji i ambicji muszą być zatem ludzie stojący za sterami PZKolu, że tak wielką odpowiedzialność dają jednemu człowiekowi i nie chcą się mieszać do najważniejszych dla Związku i jego dobrej twarzy decyzji. Dla mnie to jest tak jakby ktoś mnie jutro uczynił Prezesem Polskiego Związku Zbieraczy Motyli i miałbym nagle kierować jakąś organizacją nie rozumiejąc wcale pasji i zamiłowania owych zbieraczy. Pewnie bym zrezygnował ... a może nie, może lepiej mieć stołek pod tyłkiem bo to zawsze fajna sprawa.
Jeszcze tylko samotna przejażdżka do Mediolanu i koniec. To Giro na myśl o którym w grudniu zeszłego roku cieszyłem się, że będę je oglądać w TV. Okazało się najcięższe i najsilniej obsadzone ze wszystkich, które dotąd jechałem. No i nie było złe w moim wykonaniu, no może poza ostatnim dwoma górskimi etapami.
Nawet podium dla Marzio jest jeszcze możliwe. Swoją drogą kto by się spodziewał, że tak korby odbiją "Gibo"? Jutro wszystko się jeszcze może zdarzyć. Pod Vivione byłem z najlepszymi, ale pod koniec zjazdu na jednym z zakrętów czując, że uchodzi mi przednie koło, skontrowałem i tym samym prosto w stojący przy drodze dom centralnie uderzyłem.
Są etapy takie jak dzisiejszy kiedy wiadomo kto i kiedy odjedzie. W autobusie przed startem widząc, że pada i znając przekrój trasy jednoznacznie przyznaliśmy ten etap Voigtowi! Takie rzeczy się wie. Wiadomo było że odjada też Bettini i "Purito". A ja pomyślałem jadę z nimi. Czyli doppio espresso na starcie, pierwsza linia i koncentracja. Nikt nie skoczył pod pierwszy podjazd. Potem niebezpieczny kręty zjazd w deszczu i ja automatycznie znalazłem się w połowie grupy, Dalej "wyciągąra" pod drugi podjazd na rundzie z Mistrzostw Świata 2009 i od razu grupka z przodu.