Plakat w pliku pdf (w krzywych, do druku w dowolnej wielkości) można pobrać tu
Autor plakatu: Agnieszka Plieth
Plakat w pliku pdf (w krzywych, do druku w dowolnej wielkości) można pobrać tu
Autor plakatu: Agnieszka Plieth
Zgodnie z planem i marzeniami! Ja swoją część pracy dobrze wykonałem. Widziałem, że niewielu rywali miało chęci do ataków, po tym jak odbiłem! Sam później starałem się nie stracić dużo, ale w tym roku z uwagi na łatwą trasę bardzo ciasno w generalce. Dużo mi nie zabrakło żeby przyjechać na metę z grupką Valverde.
Moim zdaniem drużynówka na takim wyścigu jak tegoroczna Romania czyli krótkim i bez mety pod górę może tylko sfałszować końcowy wynik. Ale to się okaże jutro, a nie wierze żeby zawodnicy pojedynczo przyjeżdżali na metę. Tak czy inaczej, my wypadliśmy nawet nieźle, szczególnie biorąc pod uwagę, ze juz po 3 kilometrach odpadło nam trzech zawodników i zostaliśmy w piątkę!
Patrząc na ten wyścig bardziej ogólnie to myślę, iż jest bardziej otwarty niż zwykle. Potencjalni liderzy mają silne drużyny, a więc jutro na stosunkowo krótkiej jeździe drużynowej na czas nie powinno być dużych różnic czasowych. Poza tym brak w tym roku mety pod górę czy etapu takiego jak Sion - Sion w którejś z poprzednich edycji. To daje możliwość walki wielu niekoniecznie super radzącym sobie po górach kolarzom.
9 maja jest od dawna kluczową datą w kalendarzu grupy Liquigas-Doimo. Tego dnia, w sobotę, rozpoczyna się Giro d’Italia, jeden z najważniejszych w sezonie wyścigów dla zielono-niebieskiej drużyny."Wyselekcjonowaliśmy godny zaufania i właściwie wyważony skład – tłumaczy manager teamu Roberto Amadio – zdolny do wypełnienia założeń taktycznych zarówno na płaskim terenie jak i w górach. Reszta należy oczywiście do naszych kapitanów, Ivana Basso i Franco Pellizottiego".
W samochodach technicznych razem z Roberto Amadio zasiądą Stefano Zanatta i Mario Chiesa.
foto: corvospro
tekst: Adam Probosz
Aż miło pracować jak lider tak dobrze wykończa robotę. Zadanie było jedno. Dyrektor przez słuchawki nam powiedział 10 kilometrów przed metą, że od początku finałowego podjazdu dokładamy gazu aż do samej mety! Zostałem na sam koniec do pracy. Słyszałem tylko z tyłu Ivana, który powtarzał "Ale, ale ...". Poza tym kogoś mówiącego, że Brajković puszcza koło. Puścił i Przemek. Ku mojej małej satysfakcji jak odbiłem po skoku Pozzovivo na mniej niż 1500 metrów do mety to na kole było tylko już tylko czterech asów.Super praca całej drużyny i świetny prognostyk przed wielkim Giro. Jutro Ivan startuje w Liege, a ja od wtorku ścigam się w Romandii. Widzę, że z formą coraz lepiej. W ekipie dyrektor nawet przed Alpe di Pampeago zostawił mnie na sam koniec dla Ivana lub jak bym miał się czuć lepiej to była opcja żebym swój wyścig jechał. Pełna powaga i respekt, a to ważne dla gregario!
foto: www.corvospro.com
Z jednej strony super, że wygrywa Polak - w dodatku pewnie i zdecydowanie. Z drugiej strony to dla mojej drużyny porażka. Ivan mówi, że "Niemek" zostawił go "jak młodego". Rano tłumaczyłem Przemkowi, że jak będzie czuł nogę to by nie robił głupich (wczesnych) skoków w swoim stylu, ale wyczekał do 1000-800 metrów przed metą. Na tej górze przez szeroką drogę nie widać jak ciężki to podjazd, a w nogach zostaje.Tak zrobił, a tymczasem Ivan skakał i ciągał, brał na siebie wiatr. Tymczasem "Niemek grzecznie po kole". Mi natomiast dziś było cholernie ciężko po wczorajszej przyznam bardzo dobrej czasówce. Noga jest silna, ale nie kręci jak powinna. Mam nadzieje, że się rozkręci.
foto: www.girodeltrentino.com
Patrząc całościowo to moje odczucia po tym wyścigu są zdecydowanie lepsze niż się spodziewałem, a nawet lepsze niż w poprzednich latach. Pomijając suchy wynik, na który w moim przypadku nie powinniśmy na razie patrzeć. Wczoraj mieliśmy sześć sztywnych podjazdów na dwóch różnych rundach. Odjazd poszedł pod pierwszą górę. Zabrałem się bez problemów, nawet jeśli szedł ostry gaz bo w grupie zostało 25 ludzi na szczycie. Jeśli chodzi o Lampre to wiem że by mnie nie skasowali, bo rozmawiałem w piątkowy wieczór z Cunego. Ale jak mieliśmy 2 minuty 30 sekund przewagi to wtrącił się Luca Scinto bo miał wizję, że może to jest etap, na którym jego Visconti mógłby wygrać. W sumie prawidłowo, bo każdy musi próbować jak się czuje dobrze i jechać swój wyścig. Niemniej Scinto zachowuje się czasem jakby grał w "cycling menagera". To jest powód, dla którego nikt o tej drużynie od początku sezonu nie mówi inaczej jak ... ignoranci. Ja do nich nic nie mam, to oni będą mieli problem jak tak dalej będą się ścigać.Zdecydowanie szczęście nam nie dopisało na wczorajszej "drużynie". Nie chcę by zabrzmiało to jak tłumaczenie się, więc powiem tylko, iż każdy z nas był zadowolony że szczęśliwie do mety dojechał do mety. Miholjevic został zdmuchnięty przy tym bocznym wietrze. Nikt nie myślał już o czasie jaki wykręciliśmy. Z tej lekcji ważne są decyzje dotyczące doboru sprzętu. Nawet w takich teamach jak nasz popełnia się błędy.
A dzisiaj drużyna mi pomagała, bo od początku to ja miałem w "generalce" próbować. Jedno co mogę powiedzieć, to że za dużo wciąż myślę i kalkuluje. Ten sprint na ostatnich 150 metrach podjazdu. Wydawało mi się, że nie może nic już zmienić i zostaniemy w "9" jak przez większość podjazdu. A jednak Damiano okazał się mocny, jest wycieniowany jak rzadko kiedy i po raz kolejny uczę się i widzę, że ktoś teoretycznie najsilniejszy mogąc wygrać sprint mniejszym nakładem sił i tak ryzykuje nie kalkulując i to się opłaca.
foto: www.corvospro.com
Przyszedł na świat 2 marca 1978 roku w Bydgoszczy. Od wielu lat mieszka i trenuje we Włoszech. Kolarstwo uprawia od dziesiątego roku życia. Mierzący 179 cm i ważący 60 kg zawodnik należy dziś do najlepszych specjalistów w jeździe po górach w całym zawodowym peletonie.Wszystko zatem wskazuje na to, że nadchodzący sezon może być dla naszego kolarza przełomowy. Obecność w składzie tak mocnej grupy gwarantuje starty w najbardziej prestiżowych wyścigach świata. Niewykluczone, że oprócz szansy na zwycięstwa etapowe, nasz zawodnik stanie również przed szansą walki o najwyższe pozycje w klasyfikacji generalnej takich wyścigów jak: Tour de France, Giro d'Italia i Vuelta a Espana. Dotychczasowa postawa Szmyda w najtrudniejszych wyścigach daje nadzieję na sukcesy na miarę Zenona Jaskuły. W końcu kto z nas wierzył przed rokiem 1993, że Polak kiedykolwiek stanie na podium Tour de France?
źródło: eurosport