niedziela, 25 lipca 2010

TGv z Bordeaux do Paryża

... czyli w drodze na ostatni etap. Oczywiście, że nie był to TdF marzeń, ale jestem spokojny, nie mogłem nic więcej zrobić by było lepiej.

Wczoraj tak z przekory życzyłem zwycięstwa Andiemu. Ja ostatnie dwa dni ledwie na nogach stoję, ścięło mnie na dobre. W piątek myślałem, że będę musiał cofnąć się na etapie.

Sam Tour jak zawsze, jako wyścig, trasy i góry nie prezentuje sobą wiele, pod każdym względem brakuje mu do etapów z Giro, ale pozostaje najważniejszym wyścigiem sezonu, najbardziej prestiżowym o najwyższym poziomie zawodników. Wczoraj podczas rozmowy doszliśmy do wniosku, że gdyby ci sami zawodnicy z TdF jechali po trasie tegorocznego Giro to byłby to najbardziej pasjonujący wyścig sezonu.

Na wszystkich etapach tegorocznego TdF mnóstwo kibiców, również Polaków. Jak chociażby rodzina z Dębicy która mi kibicowała na ostatnich etapach w Pirenejach. W tym miejscu dziękuję wszystkim za kibicowanie i wsparcie, jakby nie było w jednym z trudniejszych dla mnie Tourów...

foto: corvospro

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

Mama tata i siostra potwierdzają ze tour jest piękny, a kibicowanie to czysta przyjemnosc. Dziękujemy i do zobaczenia za rok ;)))

mirek pisze...

Chciałem Panu podziękować za wszystkie emocje.Chyba nie mogło być lepiej w takim kalendarzu startowym.
Moje pytanie na gorąco czy w przyszłyn roku Ivan i Pan znowu myslicie o Tour czy vuelta.

Błażej pisze...

Niestety, co do trudności etapów 100% racji. Zresztą, nawet pomijając Giro, można spojrzeć na Vueltę. 9 górskich etapów, z czego 1 kończy się na płaskim, 3 na krótkich podjazdach i 5! na długich i ostrych podjazdach najwyższej kategorii - i taki powinien być wielki Tour.

Czekamy za 1,5 tygodnia na równicy!