Jazda drużynowa na czas ulicami Warszawy.
foto: www.corvospro.com
Tegoroczna edycja Tour de Pologne rozpocznie się już w najbliższą niedzielę. Na starcie, w barwach włoskiej ekipy Lampre, stanie Sylwester Szmyd. Mimo, iż płaska trasa wyścigu kompletnie mu nie pasuje, jak sam mówi, pojedzie dla kibiców. O tym co nasz najlepszy zawodnik może zdziałać w tej imprezie, kogo typuje na ewentualnego zwycięzcę i o tym, jakie plany ma na kolejny sezon, w kilku słowach opowiedział portalowi pro-cycling.org.źródło: pro-cycling.org
foto: TomAsz forums.rowery.org
Przyznam że ciężko jest się ścigać widząc jak pod górę pół grupy odjeżdża. Do innych widoków byłem w tym roku przyzwyczajony. Tak żeby było bardziej obrazowo to czuje się jakby ktoś mi tyłek skopał, zaś nogi i plecy kijem zbił. W tym momencie nawet sam nie wiem jakby było gdyby nie kraksa. W końcu jak nie idzie to ciężko szukać tego powodów. Wiem jedno. Zależy mi na końcówce sezonu, ale jeśli nie dojdę do siebie w trakcie Tour de Pologne to dam sobie chyba spokój. O ile tylko dyrektorzy mi na to pozwolą, bo widząc że zmieniam ekipę to by najchętniej kazali mi się ścigać do samego Japan Cup. Na szczęście na koniec października mam już ciekawsze plany!
foto: www.corvospro.com
Ktoś się mnie wczoraj z ekipy pytał czy jestem pewien że wystartuje beze mnie, bo jak sam zauważył pewnie jestem jedynym kolarzem z włoskich ekip, który chce w tym wyścigu jeździć.Zostaje mi tylko teraz zabierać się w jakieś odjazdy, bo tak pewnie będą się kolejne etapy rozgrywać widząc, że ten najcięższy odcinek już za nami. Myślę, że Linus może się już czuć zwycięzca tego wyścigu. Mi zaś milo, że mam jedynkę na plecach w drużynie, co nigdy dotąd mi się na wyścigu Pro Tour nie zdarzyło. Miły gest ze strony dyrektora.
foto: www.corvospro.com
Mam pełen respekt dla ludzi stawiających sobie poprzeczkę wysoko i nie bojących się marzyć, a jednocześnie robiących wszystko aby te marzenia spełnić.foto: www.corvospro.com
Sylwester Szmyd wystartuje w 65. Tour de Pologne w barwach ekipy Lampre. Polak wraca więc na trasy naszego narodowego touru, w którym w 2001 roku zajął 6. miejsce. Skład ekipy Lampre na 65. Tour de Pologne: Fabio Baldato; Marco Bandiera, Matteo Bono, Francesco Gavazzi, Andrea Grendene, Roberto Longo, Mirco Lorenzetto, Sylwester Szmyd.
źródło: onet.pl
... szczególnie Sanchez i Cancellara wydawali się jakoś „zmuleni”. A tak już na poważnie, super postawa Przemka, pojechał na swoim poziomie i do top 10 zabrakło tylko umiejętności sprinterskich a nie nóg, bo te jak było widać były. Myślę, że patrząc na trasę, ani Moraj ani Maniek nie spodziewali się więcej po sobie i nie oczekiwali na dużo lepszą jazdę. Na MS gdzie będzie więcej zmiany rytmu i nerwowo pewnie będzie im zdecydowanie łatwiej zawalczyć. Jest mi trochę przykro, znając własne limity ciężko by mi było wyrysować bardziej odpowiednią trasę pod siebie. Szerokie drogi, długi podjazd, bez zmian rytmu, brak technicznych zjazdów i selekcja od tyłu. Liczy się tylko prezentowany poziom. A do tego bardziej walczyli ludzie spisujący się lepiej na etapówkach i długich podjazdach niż ci z klasyków, bo nawet Davide któremu na koniec kibicowałem jeździ znakomicie długie góry na Paris Nicea. Szkoda bo ostatni raz taka trasa na podobnej imprezie była w 1995 roku na MS w Columbi, może teraz znów przyjdzie czekać 15lat ale to już nie dla mnie. I pomyśleć, że ktoś widział tą trasę i zapowiadał wybranie optymalnego składu pod nią... mamma mia, jak komuś zależy na dobru polskiego kolarstwa a ma taka władze to już dawno powinien to wszystko rozpędzić... ale cóż... każdy chce żyć.
Tomasz Jaroński, Eurosport Polska Gdybym był Szmydem
Jeśli ktoś nie zgadza się z powyższym stwierdzeniem, to znaczy, że na kolarstwie się nie zna i czytanie dalszej części mojego tekstu mija się z celem. Żegnam więc frustratów, którzy wszystko widzą na „nie” i żadne argumenty do nich nie trafiają, wszędzie szukają tylko afer, co dotyczy nie tylko sportu, ale przede wszystkim polityki. To jednak temat na zupełnie inny felieton, nie bardzo pasujący do „MR”. Wracamy więc do kolarstwa, do Sylwasa i igrzysk olimpijskich, bo fakt niepowołania kolarza Lampre do składu na Pekin wywołał małą burzę. Gdybym był na miejscu Sylwka, przyjechałbym na mistrzostwa Polski w Złotoryi, uprzedzając wcześniej, że trasa jest tak wytyczona, iż wyklucza walkę o medal oraz przypomniał, że pracuję w Lampre, a ta akurat firma wymaga ode mnie pełnej dyspozycji w dniu 5 lipca na starcie Tour de France. Zaznaczyłbym też, że będę jechał ostrożnie i pewnie wycofam się z rywalizacji.Gdybym był Wadeckim
Gdybym był Piotrem Wadeckim, ze Szmydem zawarłbym dżentelmeńską umowę…źródło: www.magazynrowerowy.pl
Sylwester Szmyd podpisał kontrakt z jedną z najlepszych drużyn światowego peletonu, włoskim teamem Liquigas. Wyniki osiągane przez cztery lata w barwach Lampre skłoniły kierownictwo Liquigasu do złożenia oferty najlepszemu polskiemu kolarzowi szosowemu. Zawodnicy Liquigas odnoszą w ostatnich latach wiele sukcesów, sezon 2007 drużyna zakończyła na drugim miejscu ranking UCI Pro Tour, ustępując tylko Team CSC. Zatrudnienie Sylwestra Szmyda jest kolejnym wzmocnieniem drużyny, której przyszłoroczny skład gwarantuje utrzymanie miejsca w ścisłej światowej czołówce. Rozmowy kierownictwa Liquigasu z jedynym Polakiem rywalizującym na codzień z najlepszymi kolarzami zawodowego peletonu rozpoczęły się w ubiegłym roku a na ostateczną decyzję Szmyda wpływ miało między innymi pozyskanie przez ekipę zwycięzcy Giro d'Italia 2006 Ivana Basso.Adam Probosz - Rzecznik ds. sportu Gaspol - Liquigas
foto: corvospro
Tak jest jak się intensywnie odpoczywa. Po czymś takim jest się zawsze zmęczonym. Dziwne, ale prawdziwe, Tak jest po Wielkim Tourze. W poniedziałek szczególnie. Człowiek cieszy się, że nie ma etapu. Bowiem jest tak zmęczony, że wydaje się że nie byłby w stanie przejechać nawet 10 kilometrów w tempie wyścigowym. To znaczy przynajmniej ja tak mam, ale to cieszy, bo oznacza że potrafię skoncentrować się dobrze na wyścigu, ale i dobrze odpocząć.Tydzień po zakończeniu Tour de France żałuje tylko, że nie dostałem szansy spróbowania, Otrzymania możliwości walki o swoje gdy czułem się naprawdę jak nigdy w życiu. Tylko tyle. Żałuje że nie udało mi się walczyć i może wygrać mimo, iż noga była. Zwycięstwo dla kibiców, rodziny, najbliższych ludzi, którzy szczerze i oddanie mi kibicują oraz doskonale rozumieją że poświęciłem cale życie kolarstwu i jak ciężka jest to praca. Miałem nadzieje, że wraz z takim zwycięstwem "polecą głowy" za prywatę i głupie gadanie, że ktoś osiwieje prędzej niż powinien, a ktoś inny bez diety cud straci parę kilogramów. Dobrze i tak. Żyję tym co mam. Cieszę się tym co życie przynosi. Lubię swoje kolarstwo i to ze będąc z najlepszymi w najwyższych górach czułem się wynagrodzony za ciężką prace z ostatnich lat.
foto: www.corvospro.com
Ileż myśli, zwątpienia, walki z sobą to może wiedzieć tylko ten kto nie jest specjalistą w tym fachu, a tak jak ja chciał pojechać możliwie jak najlepiej.